sobota, 4 czerwca 2016

#Epilog

"Witam z drugiej strony
Musiałam dzwonić z tysiąc razy, by powiedzieć:
"Przepraszam za wszystko, co zrobiłam"
Ale, gdy dzwoniłam, zdawało się nigdy nie być Cię w domu"

[A]
  -Cześć, to ja. Zastanawiam się, czy po tych wszystkich wydarzeniach chcesz się spotkać. –poczułam zbierające się w kącikach oczu łzy, ale kontynuowałam dalej tą jakże żałosną rozmowę, a może i gadanie tylko do samego telefonu wiedząc, że i tak nikogo nie ma po drugiej stronie, że on po prostu nie chce tam być i nie chce słyszeć tego. –By zostawić wszystko za sobą mówią, że czas powinien uleczyć, ale ja się specjalnie nie wyleczyłam… -zaczęłam płakać. Przerodziło się to w nieopanowany, wielki, jeden ryk. Wcisnęłam czerwoną słuchawkę, która sprawiła, że się rozłączyłam, a zarazem to, że właśnie te słowa może on usłyszeć, gdyż nagrałam mu się na pocztę.
  Tak, te moje idiotyczne wywody mogą dotrzeć do jego uszu. Pewnie uzna mnie za jakąś wariatkę. Mnie już nic nie jest w stanie zaskoczyć. Przez co przeszłam przez ostatni czas dużo mi dało do zrozumienia. Muszę patrzeć też na siebie, a nie dbać oto by inni poza mną mieli ułożone życie, żeby byli szczęśliwi. Mieliby to wszyscy z moją pomocą. Tylko nie ja…
  Do dziś nie mogę o nim zapomnieć, a powinnam już to zrobić jakiś czas temu. Choć minęło już tyle czasu ja nadal nie potrafię go wyrzucić z mojego serca... Te niecałe dwa lata, a trwały jak wieczność, niekończąca się wieczność, dłużyły się niemiłosiernie, ale nic nie zmieniły w moim życiu w tej sprawie, nic nie wniosły. Moje serce zapełnia cały czas on, nikt inny go stąd nie wypędził i tego nie zrobi. Chyba musiałabym go znienawidzić, żeby się tak stało, ale ja nawet tego nie potrafię! Kocham go. Tak jak nikogo innego dotąd. Ty masz pewnie łatwiej, bo zapewne nadal mnie za to nienawidzisz no chyba, że już się pocieszyłeś. –pomyślałam a strumienie z oczu mi nie ustępowały. Wzięłam do ręki pudełko chusteczek po czym wyciągnęłam kilka i wytarłam łzy. To jest takie trudne. W kilka minut zrobiłam coś czego żałuję do dziś.
  Popełniając największy błąd swojego życia nie zdawałam sobie sprawy tego jak będę się dzisiaj czuć. Nie mogłam sobie tego wyobrazić. Pewnie byłam pewna tego, że wyjdę na prostą. Poradzę sobie z tym, ale takiego ciężaru nie potrafię znieść. Przebywałam z wieloma osobami, lecz nic z tego. To nie pomogło. Kasia umawiała mnie z niejednym facetem, ale na nic. W każdym z nich widziałam niego. Zaczynając każdą rozmowę słyszałam jego głos. Później jego twarz. Następnie uciekałam. To było nieprawdopodobne co się ze mną działo. Bałam się po prostu. Było to ciężkie.
  *
  -Halo, czy mnie słyszysz? Jestem w Zakopanym marzę o nas takich, jakimi byliśmy, gdy byliśmy jeszcze młodsi i wolni. Zapomniałam jak się czułam, gdy świat padł u naszych stóp. Jest taka wielka różnica między nami… i sto mil… -rozłączyłam się. Kolejna wiadomość, którą możesz dołączyć do spamu. –westchnęłam i bezradnie opadłam na łóżko.
  Od kilku dni siedzę w jednym pomieszczeniu, w jednym miejscu z nadzieją, że się zjawi, że da jakikolwiek znak. Chociaż znak życia, że on żyje. Żyję złudzeniami. Żyję nadzieją. Nadal wierzę, że to tak się nie skończy. Nie może. Muszę go odzyskać. Wiem, że będzie ciężko. Trudno mu będzie zaufać mi od nowa. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Wiem co zrobiłam i wiem czego tak naprawdę żałuję.
    -To nie możliwe, na pewno już o tobie zapomniał. Pocieszył się w ramionach innej.
    -Przestań!
  Brakuje mi jego magicznego głosu i tego, że po prostu go przy mnie nie ma. Chciałabym, żeby było tak jak dawniej. Mogłam zwrócić się do niego z każdym problemem, nawet z jakąkolwiek błahostką. Był, kiedy go po prostu potrzebowałam. Szepnął kilka słów i to pomogło. Wiele osób mogło mi mówić to samo, ale to on zbierał we mnie siły. Moja osobista motywacja.
  *
  -Halo z drugiej  strony. Dzwoniłam chyba tysiąc razy, by ci powiedzieć: Przepraszam za wszystko, co zrobiłam. Ale gdy dzwonię, ty wydajesz się nigdy nie być w domu. –Kolejna widomość, która tak czy owak wyląduje w koszu wraz z pozostałymi. –podeszłam do okna i spoglądałam w lśniące na niebie jasne gwiazdy.
  Przed oczami pojawił mi się ten sam obraz, ten który zawsze widzę kiedy tylko na nie zerkam. Siedziałam wtulona w niego, moją ręką na niebie rysował zbiory gwiazd, mały i duży wóz, a zarazem wiele innych. Każdego, wspólnego wieczoru szukaliśmy tej jednej, najjaśniejszej pośród wszystkich na niebie – gwiazdy polarnej. Następnie wtapiał się mocno w moje usta. Tak było zawsze. Teraz pozostały mi tylko wspomnienia z tamtych dni, marzenia i nadzieja na lepsze jutro, że w końcu raczy się odezwać, dopiero pomimo tylu moich starań.
  *
  -Witam raz jeszcze. Przynajmniej mogę powiedzieć, że starałam się powiedzieć ci: Przepraszam za złamanie ci serca. Ale to nie ma znaczenia, bo najwyraźniej już się tym nie przejmujesz… -znowu rozbeczałam się jak idiotka. A wszystko to przez niego i brak odzewu z jego strony.
  Powoli tracę nadzieję. Nie mam już siły na walkę. Brak mi motywacji. No tak, moja motywacja się do mnie nie odzywa co oznacza, że przez ten czas polegałam tylko i wyłącznie na sobie. Jestem z siebie dumna, jestem dumna z tego, że tak daleko zaszłam, że odważyłam się do niego zadzwonić po tym wszystkim. Błąd popełniłam w tym, że dopiero dzwonię teraz. Jest już za późno. Cisza z drugiej strony dała mi to do świadomości. Spóźniłam się…
  *
  -Cześć, jak się masz? To takie typowe dla mnie, mówienie o sobie. Przepraszam, mam nadzieję, że masz się dobrze. Czy gdziekolwiek udało ci się wyrwać z tego miasta, w którym do niczego nie doszło? Nie jest tajemnicą, że nam obojgu kończy się czas… -rozłączyłam się. Ostatnia wiadomość jaką może ode mnie odczytać.
  Jak chce to niech się odezwie. Ale ja cholernie chcę znowu przy nim być. Chcę czuć zapach jego perfum. Słuchać jak bije jego serce. Chcę to wszystko co odpędziłam od siebie. Chcę wrócić do niego, ale on do mnie nie…
  *
  -Dela twój telefon dzwoni! –usłyszałam donośny głos przyjaciółki, który odbiegał z dołu.
  -Już idę. –mruknęłam pod nosem niechętnie zwlekając się z kanapy.
  Kolejny raz w ciągu dzisiejszego dnia ktoś się od mnie dobija. Olewałam to. Cały czas leżałam na wypoczynku i użalałam się nad samą sobą. Kasia już ze mną nie wytrzymywała. Odkąd stanęłam w progu jej drzwi minęło sześć dni. Codziennie do niego dzwoniłam. Dzisiaj powiedziałam sobie dość.
  -Kto to znowu? –zapytałam schodząc po schodach.
  -Lepiej odbierz od razu. Nie wiemy jaki jest cierpliwy. –podała mi mój telefon. Nie zwracając na to kto dzwoni wcisnęłam zieloną słuchawkę po czym przyłożyłam urządzenie do ucha.
  -Halo. –usłyszałam niepewny głos. Znajomy mi głos. Usiadłam na krześle przy kuchennym stole. –Jak się masz? –zapytał, a ja nie mogłam uwierzyć. Momentalnie zbladłam. Nie wiedziałam już sama co o tym myśleć. Nie odzywał się przez ten cały czas, a tu nagle dzwoni i się pyta jak się czuję. Pomocy. –Przepraszam. –nawet nie próbowałam się odezwać choć jednym słowem. Już wszystko mu powiedziałam. –Przepraszam, że nie odzywałem się… -wcisnęłam czerwoną słuchawkę po czym odrzuciłam telefon na blat. Przyjaciółka wlepiła we mnie uciążliwe spojrzenie. Milczała. Tak jak ja.
  -Nie wiem co robić. –odparłam wtapiając swój wzrok w drewno, z którego wykonano stół. Po chwili po raz kolejny rozbrzmiał mój telefon. Nie miałam wątpliwości kto to. –To on. –powiedziałam chwytając telefon. Wykonałam te same czynności co kilka minut temu i znów przyjęłam połączenie.
  -Spotkajmy się jutro na konkursie. –powiedział pewnie. –Porozmawiamy. Wyjaśnimy sobie wszystko, okej? –zapytała, a ja miałam wątpliwości. Nie wiedziałam czy się zgodzić. –Po zawodach pójdziemy do kawiarni na kawę. –wsłuchiwałam się w jego głos. Brakowało mi tego. –Żyjesz?
  -Mhm… -mruknęłam.
  -To jesteśmy umówieni. –powiedział po czym się rozłączyłam.
  *
  -Widziałaś gdzieś go może? –zapytałam swoją towarzyszkę.
  -A myślisz, że za kim się rozglądam? –odpowiedziała mi pytaniem na pytanie. Widzę, że ona już jest znudzona tą całą sytuacją, ale obiecała mi coś. Obiecała mi, że będę szczęśliwa.
  -Konkurs już się dawno skończył. –odparłam zniecierpliwiona. –Pewnie mnie wystawił. –warknęłam odwracając się w stronę wyjścia.
  -Daj spokój. To nie jest do niego podobne. –mruknęła.
  -Nie widziałaś go z jakieś dwa lata. Pewnie się zmienił. –powiedziałam sarkastycznie odchodząc kilka metrów od niej.
  -Ale masz o nim zdanie. Tak szybko je zmieniłaś? –zdziwiła się wychylając za barierki. Nie dawała za wygraną. –O! –krzyknęła wesoła, a ja aż podskoczyłam. –Tam idzie! –podbiegła do mnie.
  -Nie jest sam. –mruknęłam podchodząc do ogrodzenia. Zaczęłam biec. Znowu uciekam. Chciałam jak najszybciej opuścić teren skoczni. Nie chcę go już więcej widzieć. Wystawił mnie.
  Przysiadłam na jednym z kamieni. Łzy znów spływały po moich policzkach. Po znalezieniu się przy brodzie spadały co oznaczało poddanie się. Nigdy nie dopuścił do tego, by spłynęły na dół, zawsze je ocierał. A teraz? Płaczę przez niego. Przez to co widziałam chwilę temu na własne oczy. To zabolało. Jak nic dotąd.
  Uwierzyłam w to, że może być tak jak dawniej. Mogłam też obstawić drugą wersję, tą która miała miejsce. Byłam zbyt oszołomiona rozwojem akcji, by pomyśleć też o tym jak może się inaczej to skończyć.
  Trzęsę się cała. Z zimna. Jestem roztrzęsiona. Nie chciałam by się to tak potoczyło. Chciałam żyć tak jak kiedyś. Chciałam mieć go znów przy sobie, ale sam mi pokazał, że to już nie może mieć miejsca. Muszę po prostu o nim zapomnieć.
  W mojej torebce rozdzwonił się telefon. Nie miałam zamiaru nic z tym robić, lec jednak coś pomogło mi zdecydować, by odebrać. Mam w sobie jeszcze resztki nadziei. To mnie trzyma. Zerknęłam na wyświetlacz Kasia dzwoni. Bez wahania odebrałam połączenie od przyjaciółki.
  -Przyjedź proszę szybko do szpitala! Pośpiesz się! Błagam! –krzyczała do telefonu, a ja wstałam na równe nogi i stałam zszokowana.
  -Co się stało?! –nie zdążyłam się zapytać, gdyż połączenie zostało przerwane.
  Wsiadłam w pierwszą lepszą taksówkę i pojechałam do szpitala. W głowie mnóstwo myśli. Co się jej stało? Czy to z nią jest coś nie dobrze, czy też z kimś innym? Wizję Kasi odpędziłam od siebie szybko, gdyż mówiła normalnie. Może i nienormalnie bo krzyczała, ale nie brzmiał na taki po wypadku.
  Wbiegłam na korytarz jak poparzona. Nie wiedziałam gdzie się udać. Na całe szczęście na holu stała moja przyjaciółka. Podbiegłam do niej i mocno ją do siebie przytuliłam.
  -Jesteś cała. –odetchnęłam z ulgą wtulając się w jej włosy.
  -Ja tak, ale on chyba nie. –oderwała się ode mnie i spojrzała ze smutkiem w dużą szybę, za którą kręciło się kilku lekarzy. Usiadła na krześle. Jej mina nic nie wyrażała. Pustka. Była przerażona tym co miało miejsce jakiś czas temu, a ja dalej nie wiem co się stało.
  -Kasia. –położyłam rękę na jej ramieniu. Spojrzała na mnie.
  -Kiedy wybiegłaś stałam chwilę sama po czym od mnie przyszedł i się o ciebie wypytywał. –skierowała swój wzrok na podłogę. –Powiedziałam mu, że ich widziałam. –westchnęła. –Pobiegł ciebie poszukać, a ja zanim. Kiedy tylko się zorientowałam wpadł pod samochód.
  -Muszę tam wejść. –wstałam energicznie udając się w stronę sali.
  Wokół łóżka znajdowało się kilka osób w białych kitlach. Leżał tam. Cały posiniaczony. Owinięty w bandaże.  Wygląda jak po wypadku na skoczni. Nieudane lądowanie. Gleba. Turla się po zeskoku. Szpital. Rehabilitacja. Nie, to nie może się tak skończyć. Wszystko przeze mnie. Nie jest to wina skoku, to nie miało nawet miejsca. To ja. Pobiegł mnie po prostu szukać. Kto mógł przewidzieć, że ten samochód go potrąci.
  -Miał szczęście, że nie jechał szybko. Dopiero co ruszył. –powiedziała podchodząc do mnie. –Będzie dobrze. –przytuliła mnie do siebie. –Kiedy przyjechali ratownicy odzyskał przytomność.
  -Mogło się to gorzej skończyć? –zapytałam. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego co powiedziałam. Przecież to logiczne, że nie skończyło się to źle. –Chcę już tam wejść…
  -Pan Maciej miał dużo szczęścia. –zza drzwi wyłonił się mężczyzna po 40stce. Był doktorem. –Może pani do niego wejść. –dotknął mojego ramienia po czym prawie mnie wepchnął do sali, na której leżał brunet.
  -Dziękuję. –szepnęłam do pozostałych lekarzy, którzy opuszczali pomieszczenie.
  Przysiadłam przy jego łóżku i wpatrywałam się w jego twarz. Spał. Nadal wygląda przystojnie. Kilka siniaków dodaje mu męskości. Nie zmienił się w ogóle. Patrząc dalej robi mi się nie dobrze. Lewa noga w gipsie.
  -Co ja najlepszego zrobiłam. –położyłam dłoń na swoich ustach. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Zamknęłam oczy i pozwoliłam im spłynąć po policzku. Nagle dotknęło mnie ciepło. Jego ciepło. Otarł samotną łzę. Tak jak kiedyś.
  -Proszę cię nie płacz, bo ja zaraz też się rozkleję. –zaśmiał się, a ja wstałam z krzesła i mocno się do niego przytuliłam. Brakowało mi tego.
  -Dlaczego mi to zrobiłeś? –zapytałam z łzami w oczach.
  -To nie było tak jak myślisz… -nie chciałam, by cokolwiek mówił.
 -Nie musisz się mi tłumaczyć. –przejechałam kciukiem po jego policzku. –Ja wszystko zrozumiałam. –zbliżyłam się do niego na „niebezpieczną” odległość, już teraz jest dla mnie bezpieczna. –Kocham cię. –szepnęłam. Po raz pierwszy wypowiedziałam te dwa słowa. –Proszę, nic nie mów. –mój nos zetknął się z jego nosem. Nie protestował, dzięki czemu pokazał mi, że mu na mnie zależy. Lekko musnęłam jego usta. Po czym zaczął oddawać moje pocałunki.
  -Kocham cię najbardziej na świecie. –powiedział przytulając mnie do siebie.



"Prawdziwa miłość nie zna swoich granic."
~Alutka



~~*~~
Cześć i czołem!Tak, to już koniec historii Deli i Maćka. Mam nadzieję, że zakończyła się tak jak chciałyście.Chciałabym wam podziękować za to opowiadanie. Za motywację, za ciepłe słowa, które dodawały mi siły do kontynuacji tego dzieła (jeśli tylko można tak to nazwać). Cieszę się, że dotrwałyście razem ze mną do końca. Dzięki temu opowiadaniu zdobyłam nowe doświadczenia. Potrafię pisać o wiele lepiej. Jestem po prostu dumna, a wszystko to dzięki wam, dzięki moich czytelniczek. Cały sukces zawdzięczam wam. Dziękuję jeszcze raz za tą historię. Dziękuję.

NOWA HISTORIA

Już pod poprzednim rozdziałem wypytywałyście się o szczegóły nowego dzieła. Mam nadzieję, że tam również ze mną będziecie. 

Kiedy zacznę coś dodawać? 
Tak naprawdę to ja sama nie znam odpowiedzi na to pytanie. Na dzień dzisiejszy mam napisany prolog i dwa rozdziały. Myślę, że to nędza. Chcę po prostu dodawać każde rozdziały regularnie. Nie chcę się spieszyć. Muszę przyznać, że z czasem pisząc to opowiadanie nie mieściłam się czasami nawet w tych trzech tygodniach. Nauka uprzykrzała mi w życiu (a to dopiero pierwsza klasa gimnazjum). Myślę, że kiedy napiszę całą powieść, bądź połowę dopiero będę publikować. Nie zdziwcie się jak pierwszy rozdział ukaże się we wrześniu. Ustaliłam, że prolog pojawi się wraz z końcem roku szkolnego, a rozdziały tak jak już mówiłam.

Na czym będzie polegać to opowiadanie?
Chciałam stworzyć coś nowego i mam nadzieję, że mi wyszło. Mogę powiedzieć, że obsada też się niewiele zmieni. Jako, że jestem fanką Maćka nie możecie się spodziewać jakiejkolwiek zmiany, ale jest jeszcze ktoś. Będzie to niespodzianka. Mogę powiedzieć tylko tyle, że ostatnio w jego życiu trochę się pozmieniało. Podjął pewne decyzje i właśnie to mnie zachęciło, by napisać także o nim. Mam nadzieję, że wam się ono spodoba.

Wychodzi na to, że rozstajemy się na jakiś czas. 28 czerwca wyjeżdżam na obóz. Wracam 20 lipca. No tak, trochę mnie nie będzie, ale będą wakacje - więcej czasu na pisanie. Chciałabym po prostu cały czas być z wami w kontakcie. Czy to Facebook, Instagram, Snapchat, E-mail. Możecie do mnie pisać gdzie chcecie.

Jeszcze wracając do Snapchata. Marta założyła konto Skijumpingfamily (@skijumping-snap). Serdecznie zapraszam na tego Snapchata. Fanki skoków z Polski dzielą się z nami swoimi przeżyciami z konkursów. Poznajemy się nawzajem. 15 czerwca tego Snapchata przejmuję ja, już po raz drugi. Naprawdę miło jest dzielić się swoją pasją z kimś, kto także to lubi. Zapraszam!

Druga sprawa. Jeśli chcecie być na bieżąco w nowym opowiadaniu wystarczy do mnie napisać na Facebook'u czy też tutaj w komentarzu to się odezwę, a na pewno będziecie na bieżące. Trudno mi to pisać, ale muszę...

Do zobaczenia za jakiś czas...


Pozdrawiam, Alutka ;*



sobota, 21 maja 2016

#12 - czyli przepraszam.


"Tamta dziewczyna mieszka parę myśli stąd
w tej samej głowie czasem przypomina mnie
ale ma siłę, jaką miewa mało kto
a kiedy trzeba umie głośno mówić "nie""

[A]
  -Nie, ja tak nie mogę. –wydusiłam z siebie po długim płaczu, który to mi ustąpił. Nie na długo zapewne. Niechętnie zwróciłam swój wzrok ku górze, tak bym mogła zobaczyć jego twarz. Był zaskoczony. Ja też, jestem zaskoczona swoim zachowaniem. Pewnością siebie, która ode mnie bije. Nie poznaję siebie samej. Nic dobrego to nie wróży.
  -Mogłabyś powtórzyć? –zapytał zachrypniętym głosem. Uśmiechnęłam się kpiąco. Nie wiem co się ze mną dzieje. Zachowuję się jak nigdy dotąd choć doskonale wiem jakie mogę ponieść konsekwencje swojego zachowania w tym momencie.
  -Dobrze usłyszałeś. –rzuciłam wstając z ławki. Zrobiłam parę kroków do przodu. Nie próbował mnie zatrzymywać. Dalej tkwił osłupiały na siedzisku tępo wpatrując się przed siebie. Zwykle to od razu czułam szarpnięcie mojej ręki, a tu nic… Jego też nie poznaję. Co się z nami dzieje?! –Maciej. –odwróciłam się w jego stronę. Miał pusty wzrok. Patrząc na niego bałabym się jego spojrzenia gdyby nie to, że mam świadomość tego co miało miejsce kilka chwil temu. –Maciej. –powtórzyłam podchodząc do niego. Jego oczy skierowały się na moją osobę. Zaniemówiłam. Z jego źrenic wydobyła się ciecz. Słona łez, która to po chwili spłynęła po jego policzku. Przytuliłam go do siebie. Tak po prostu. To było silniejsze ode mnie. Tak, chcę z nim skończyć. Chcę skończyć to całe jakże chamskie przedstawienie. Nie jestem na nic gotowa. Nie chcę ranić nikogo, a szczególnie go… -Przepraszam. –szepnęłam mu do ucha. Odsunął mnie lekko od siebie na taką odległość bym mogła dokładnie widzieć jego wzrok. Znów patrzyłam na niego z niebezpiecznej odległości.
  -Adela. –szepnął nie odrywając wzroku od mojej twarzy. Nie ukrywałam żadnych emocji przed nim. Widział co czuję. Miał to na wylot, a dalej błądził.
  -Nie Maciej. –mruknęłam niespokojnie.
  -Dlaczego mi to robisz? –ton jego głosy zmienił się momentalnie. Miał żal do samego siebie.
  -Ja tak nie potrafię. –uwolniłam łzę. Na swoim policzku poczułam jego dłoń. Otarł samotną łzę, która to po nim spłynęła. Momentalnie swój wzrok przeniosłam na rękę, którą po woli zabrał z mojej twarzy.
  -Proszę, pozwól mi rozkochać siebie w sobie jeszcze raz. –jego oczy wyrażały więcej niż dotychczas. Mogłam z niego czytać jak z książki. Jak nigdy dotąd. Zmieniliśmy się. Obydwoje.
  -Nie. –odparłam po dłuższej chwili a moje oczy znów się zaszkliły.
  -Coś zrobiłem nie tak? –nie odstępował mi. Mam już tego dość. Zamiast zakończyć wszystko wdałam się w zbędną wymianę zdań.
  -Maciej. –wydukałam z siebie.
  -Ale ja ciebie kocham! –krzyknął. Widziałam jak się miesza. Zabolały mnie te słowa.
  -Daj sobie spokój. –powiedziałam z trudem nie odrywając od niego wzroku. Wolałabym na niego nie patrzeć, ale nie potrafię. Chcę się nacieszyć tą twarzą jeszcze przez chwilę. Przez tyle ile mi sam pozwoli i tyle ile sama sobie na to pozwolę.
  -Dlaczego? –było mi go żal. Chłopacy nie płaczą, a on? Mam przeczucie, że zaraz uwolni łzy. –Powiedz mi, proszę. –z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem z jego strony czułam się totalną idiotką. Ranię go. Z czasem mam wątpliwości co do swojej decyzji. Chcę zakończyć to jak najszybciej, zanim zrobię jakąś głupotę.
  -Daj mi proszę spokój. –warknęłam zła, kiedy zbliżył się do mnie. Nie wiem jak to zrobiłam, ale energicznie wyswobodziłam się z jego objęć i już biegłam. Doskonale wiedziałam jak mogło się to skończyć. Nie jak mogło, ale jak na pewno, by się to skończyło. Uległabym mu. Skończyłoby się tak jak nie powinno się skończyć. Dalej żyłabym w kłamstwie. Raniłabym go jeszcze bardziej jak i siebie samą.
  Uciekałam jak nastoletnia dziewczyna. Uciekałam niczym jak jakaś nastolatka od niespełnionej miłości. Jakbym się bała, że jeszcze może mnie to złapać i pogrążyć mnie w nieszczęściu. Biegłam ile sił w nogach nie zwracając uwagi na to co znajdowało się wokół mnie. Nie obchodziło mnie to, że mogę wpaść pod auto i skończyć o wiele gorzej niż chciałam. Zależało mi tylko na jednym. Chciałam być szczęśliwa. Chciałam być szczęśliwa będąc sama nie raniąc innych.
  Tak, nie jestem gotowa na miłość. Przecież ja nawet nie wiem co to jest miłość. Jedni mówią, że to uczucie, które czujemy do drugiej osoby. Drudzy zaś tłumaczą, że jest to decyzja, którą podejmujemy. Rozsądna, przemyślana decyzja. Tego trzeba doświadczyć samemu, by wiedzieć o czym mówią nam ci wszyscy ludzie. Tyle razy spotykałam się z tym tematem. Już wiedziałam, że jestem gotowa, że wiem, lecz to było tylko złudzenie. Nie wiem. Nie jestem na to gotowa. To zbyt trudne.
  *
  -Chcesz mi powiedzieć, że oficjalnie jesteś singlem, który nie szuka żadnych przygód? Który chce żyć w całkowitym spokoju bez żadnych niespodzianek? –usadowiła się wygodnie na krześle przede mną. Poprawiła włosy przybierając przy tym wygodną dla siebie pozycję i oczekiwała na jakąkolwiek odpowiedź.
  -Powiedzmy. –westchnęłam ciężko patrząc na nią. Wygląda tak jak zawsze. Rude włosy elegancko upięte. Piegi dodają jej uroku, mimo jej wieku wciąż wygląda bardzo kobieco. Spódniczka pasująca do marynarki i te buty, które pewnie kosztowały majątek z resztą tak jak i jej cała biżuteria, którą ma na sobie. Cała ona pewnie kosztuje miliony, a jej ozdoba to tyko cząstka tego. –Zrobię karierę i pomyślę co dalej powinnam zrobić ze swoim życiem. –dodałam nieśmiało. Widziałam jak na mnie patrzy. Nie mogła uwierzyć w to co słyszy. No fakt, nigdy dotąd nie słyszała z moich ust takich słów.
  -Jeszcze niedawno rozmawiałyśmy i słyszałam od ciebie same pozytywy. Ja naprawdę nie wiem co się z tobą dzieje moja droga. –kręciła głową z niezadowoleniem. Od razu w mojej głowie pojawił się obraz naszej rozmowy sprzed kilku miesięcy, była to nasza ostatnia rozmowa. Sporo rzeczy zmieniło się od tamtego czasu. Ile przeżyłam. Ilu ludzi zraniłam. To nie jestem już ja. –Sama mi przyznałaś rację, kiedy mówiłam, że jest to najlepszy czas na znalezienie sobie kogoś. No i pięknie! –uśmiechnęła się pogodnie składając swoje ręce. Zaśmiała się pod nosem kierując swój wzrok na górne kończyny, które teraz były ze sobą splecione. –Znalazłaś swoją miłość. Byliście ze sobą szczęśliwi, a teraz przychodzisz do mnie, że nie chcesz mieć z nim nic wspólnego. Wybacz, ale nie rozumiem jak do tego mogło dojść. Mam nadzieję, że się przesłyszałam, w którymś momencie. To jest po prostu nie możliwe. –podniosła swój wzrok na mnie. Poczułam się niekomfortowo. Ma rację. Jeszcze tydzień temu nie widziałam świata poza nim, a teraz nie chcę go widzieć na ulicy. Wiem, że nasze spotkanie w przyszłości, o ile by do takiego doszło, nie skończyłby się najlepiej dla nas obojga. Rany, które utworzyłam w naszych sercach rozszerzyłby się, a wspomnienia powróciłby. Nie moglibyśmy spać po nocach, a jeśli by się to udało to główną rolę odgrywalibyśmy my. Wszystko, by wróciło.
  -Tak, byłam z nim szczęśliwa i to nawet bardzo. –przyznałam się choć czuję pewnego rodzaju niepewność. –Sama nie wiem… nie wiem co tak naprawdę było między nami przez ten czas. –dodałam po niezręcznej jak dla mnie ciszy. –Nie wiem jak to powiedzieć po prostu. Jest tyle słów, których mogłabym użyć do opisu, lecz żadne z nich nie będzie tego odzwierciedlać, tak jak to czuję. –schyliłam głowę w dół. –To trudne. –mruknęłam. Nigdy nie potrafiłam mówić wprost, dlatego też nie umiem sobie poradzić z uczuciami jakie mi towarzyszą.
  -Chcesz mi powiedzieć, że boisz się przyznać do uczucia jakim go darzysz? –natychmiast swój wzrok uniosłam na jej osobę. Byłam w szoku, po raz kolejny tego dnia.
  -Możliwe. –rzuciłam od razu bez żadnej chwili namysłu. –Sama już nie wiem. –zaczęłam energicznie ruszać głową. Kolejny raz poczułam jak moje oczy robią się mokre. –Nie wiem jak to jest.
  -Nie jesteście już parą. –powiedziała z bólem, tak jakby ten fakt ją zranił w jakikolwiek sposób.
  -Może myślałam, że zrywając z nim ucieknę od tego.
  -Uciekniesz od czego? –zapytała nie rozumiejąc moich myśli.
  -Bałam się tego jak to się skończy.
  -Ale z nim byłaś przez jakiś czas.
  -Zauroczył mnie swoją osobą, a to wszystko działo się tak szybko. Konkursy, on tam, a ja tu. Nie widywaliśmy się zbyt często. –odparłam z nieukrywanym smutkiem jaki czułam. –Argumentów mam wiele. –dodałam sarkastycznie ta jedynie pokręciła głową z niezadowoleniem. –Tłumaczę to sobie moją niedojrzałością i brakiem doświadczenia w moim życiu. Ja już sama się w tym wszystkim gubię. Potrzebuję pomocy. Kogoś kto mnie zrozumie, a dotychczas wszyscy nie podzielają mojego zachowania. –mruknęłam chowając twarz w dłonie.
  -Decyzja zależy tylko i wyłącznie od ciebie. To ty zdecydujesz czy powinnaś wrócić do niego, czy też płakać po nocach i okłamywać innych udając twardą.
  -Powinnam stąd na jakiś czas. Z dala od tego wszystkiego co mi przypomina o tym co było. Nie mogę tu dłużej być. –powiedziałam po czym wstałam z krzesła i bez słowa wyszłam z pomieszczenia zostawiając moją rozmówczynię z niemałym zdziwieniem.
  [K]
  -Ale jak to wyjeżdżasz?! –zatrzymałam ją w samych drzwiach. Pewnie jeszcze chwila i mogłabym ją stracić. Nie mam zielonego pojęcia co się z nią dzieje. Nieodebrane połączenia od Maćka. Dziwne zachowanie Deli. Na nic dobrego nie może to wskazywać. Nie ukrywam też, że się boję o nich obydwóch. Znam ją nie od dziś . Wiem, że jest zdolna do głupich rzeczy, ale wiem też, że ma jeszcze trochę oliwy w głowie. –Tylko mi nie mów, że moja ciotka nagadała tobie jakiś głupot i dlatego uciekasz od wszystkiego. –stanęłam równo na nogach zakładają ręce na biodrach. Swój wzrok przeniosłam na twarz mojej współlokatorki. Oczekiwałam odpowiedzi z jej strony choć sama mogę sobie na to odpowiedzieć. Znam ją. Mogę przewidzieć to co zaraz usłyszę. Nie powinno mnie to w jakiś sposób zaskoczyć, choć zawsze tak się dzieje.
  -Nic już mnie tutaj nie trzyma. –rzuciła szybko po czym w jedną dłoń chwyciła torbę, a w drugą walizkę i wyszła z pomieszczenia trzaskając za sobą drzwiami. Byłam w szoku. Nie zdołałam nic z siebie wydusić, ani jednego słowa. Stałam tak jak stałam. Zamurowana. Nawet jej nie próbowałam powstrzymać. Jest dorosła. Niech robi co chce. To jej życie, a nie moje. To nie ja będę później ponosić tego konsekwencje. To nie będzie mój problem.
  Wpatrywałam się w otwarte drzwi, prze które to przed chwilą uciekła Dela. Nie poznaję jej. Zawsze ze mną porozmawiała. Otwierała się przede mną i mówiła co ją męczy. Dzieliła się ze mną swoimi problemami, dzięki temu mogłam jej pomóc. Po chwili na klatce usłyszałam hałas. Ktoś biegł po schodach do góry. Zaraz powinnam poznać sprawcę. Tego, który mi przeszkodził w myśleniu i użalaniem się nad innymi. Przed moimi oczami pojawił się wysoki brunet. Znałam go nie od dziś. Już wiem co to był za hałas kilka pięter niżej.
  -Co jej się stało, ja się pytam! Niech w końcu ktoś mi powie co się dzieje z tą kobietą?! –byłam zła na swoją przyjaciółkę jak i na niego. Nigdy w życiu tak się nie czułam. Czułam się zignorowaną jak i niepotrzebną.
  -Chciałbym się tego właśnie dowiedzieć. –odparł nieźle zdenerwowany, niczym ja sama. –Zerwaliśmy ze sobą. –dodał z wielkim żalem, choć było po nim widać, że w głębi serca jest wściekły za to co miało miejsce jakiś czas temu. Nigdy bym nie pomyślała, że to się tak skończy. Nie wyobrażałam sobie takiego dnia.
  -Wyjechała. –powiedziałam ze smutkiem.
  -Ja ją nadal kocham! –warknął uderzając pięścią w ścianę.
  -Opanuj się bo nie chcę mieć do czynienia z sąsiadami. –mruknęłam wpuszczając go do mieszkania.
  Usiadł na krześle przy stole. Usiadł tam gdzie zawsze. Na tym samym miejscu co zwykle. Oparłam się o blat kuchenny, dzięki czemu miałam idealny widok na jego osobę. Milczał. Nie będę zmuszać go do niczego. Jak będzie chciał to się sam otworzy przede mną, wtedy pozwoli mi porozmawiać ze sobą. Jest taki sam jak Dela. Gdzie ona jest do cholery jasnej?!
  Cisza. Z naszych ust nie wypadło ani jedno słowo. Co chwilę zerkałam w jego stronę, by się upewnić czy, aby na pewno on jeszcze tutaj jest. Nie myliłam się. Nadal siedzi w jednym miejscu bawiąc się własnymi dłońmi. Dziwiłam mu się. W głowie atakują go miliony myśli, a na zewnątrz wydaje się spokojny. Nie odzywa się. Złość, która go opanowała jakiś czas temu ustąpiła. Jest grzeczny jak aniołek. Nie sprawia żadnych problemów, choć wiem, że jak zacznie to nie będę w stanie jego pohamować.
  -Odezwiesz się w końcu? Bo myślę, że tracę czas, a mogłabym szukać przyjaciółki, a wiesz, że chciałabym się też dowiedzieć do czego doszło. –nie wytrzymałam. Stanęłam przed nim wyczekująco. Niechętnie uniósł swój wzrok na moją osobę. –Powiesz mi coś? –nie lubię tej ciszy.
  -Zerwała ze mną w parku kilka godzin temu. Uciekła. –to tyle ile z siebie wydobył. Kolejny raz usłyszałam te słowa, lecz znowu trafiły do mnie z tą samą siłą co poprzednio. Jakby był to jakiś sen, lecz nie mogę się obudzić.
  -Uciekła i tyle ją widziałeś? –spytałam go. W moim głosie wyczułam ironię czego żałuję, gdyż nie tak miało zabrzmieć to pytanie. –Powiedziała chociaż coś więcej? –zapytałam na sprostowanie.
  -Powiedziała, że on atak nie może. Próbowałem coś niej wyciągnąć, ale na nic. Uciekła. –odpowiedział po dłuższej chwili. Wypuściłam głośno powietrze opierając się o mebel.
  -Trzymajcie mnie. –myślałam, że zaraz nie wytrzymam. Co się stało z moją, naszą Delą? –Maciej, a to na pewno była ona? –zapytałam z nadzieją, lecz zaraz karciłam się w głowie za tę jakże głupią myśl.
  -Wyobraź sobie, że chciałbym, żeby to wszystko potoczyło się inaczej. –mruknął pod nosem. –Nie poznaję jej. –westchnął.
  -Byliście może w jakimś miejscu razem? Gdzieś za miastem, czy gdziekolwiek? –wypaliłam. Rzucił mi niezrozumiałe spojrzenie. Westchnęłam. –Wiesz gdzie może być? –zapytałam z zniesmaczeniem.
  -Na pewno jest tam gdzie spędziliśmy najlepsze chwile życia. –parsknął sarkastycznie. –Ona ucieka od tych wspomnień. Nie wydaje mi się, żeby chciała tam być, tam gdzie się tyle wydarzyło. –dodał po chwili. –Nie zdziwiłbym się gdyby kupiła bilet na Hawaje. Zrobiłbym tak samo.
  -Weź bądź poważny. Już wolałam jak się darłeś na klatce. –pokręciłam głową.
  -Sama mówiłaś, że sąsiedzi mieliby problem, więc nie marudź. Zajmijmy się tym co teraz jest najbardziej istotne.
  -Nie mogłabym wytrzymać z wami obojga. –przyznałam.
  -Masz jak na zawołanie. –powiedział to z takim smutkiem, że zrobiło mi się go po prostu szkoda. Oby dwoje mają zranione serce, choć do końca nie jestem pewna tego jak się ona czuje. Jego ból mam pokazany przed sobą i szczerze mówiąc nigdy więcej nie chcę widzieć cierpiącego mężczyzny, który powinien być już dojrzały.
  [A]
  Najlepiej jest jednak we własnym domu. W swoim ojczystym kraju, a nie poza jego granicami, gdzie możesz spotkać tylu ludzi, którym możesz wyrządzić taką wielką krzywdę. Czuję się winna, ale za razem wiem, że tak będzie najlepiej dla mnie i dla innych. Nigdy samotność nie przynosiła mi żadnych problemów. Tak jest i teraz, ale kiedy go poznałam nie potrafiłam być sama. Choć bywały momenty, kiedy niestety go nie było, ale sama sobie to zapewniłam. Nie mając go przy sobie zrozumiałam coś. On doskonale wiedział czego ode mnie wyczekuje. Był doświadczoną osobą. A ja? Mimo tego, że nie był wiele ode mnie starszy między nami była wielka różnica. Gubiłam się w tym wszystkim, bo byłam w nim ślepo zakochana. Wdając się w to wszystko nie byłam w stanie przewidzieć tego co mogło się stać właśnie dzisiaj. Oczarował mnie swoją osobą, a ja mu uległam. Tak po prostu.
  Nigdy nikt, by nie pomyślał, nawet ja sama, że mogłabym kogoś zranić w taki sposób. Oszukiwałam go jak i siebie. Byłam idiotką. Od dziecka ludzie zwracają mi uwagę na to, by patrzeć też na siebie, a nie tylko na innych, by innym było dobrze. Taki pogląd na świat doprowadził do tego wszystkiego. Chciałam, żeby on był szczęśliwy, nie zwracałam uwagi na to jak ja się z tym czuję. Przy nim zapominałam o tym. Zapominałam o tym, że ktokolwiek inny istnieje na tym świecie. Byłam w niego zapatrzona, a on we mnie. Czy kiedykolwiek wypowiedziałam przy nim te dwa słowa? Kocham cię. Czy one wypadły z moich ust? Nigdy ich nie usłyszał więc nie mógł mieć gwarancji na nic. Nie obiecałam mu nic. Powinnam wyjść z tego cało. Więc dlaczego teraz płaczę myśląc o tym?
  -Dela. –usłyszałam za sobą głos, którego dawno nie słyszałam.
  -Usiądź. –poklepałam miejsce na łóżku obok siebie. Nie zwlekał, zajął miejsce.
  -Dlaczego wróciłaś do domu? –zapytał spokojnie. Lubiłam to w nim. Kiedy tylko trzeba było zmieniał ton i udawał spokojnego. Wiem doskonale, że udaje, ale przynajmniej czuję, że mam z kim porozmawiać na spokojnie.
  -Musiałam stamtąd wyjechać. –spojrzał na mnie z niezrozumieniem. –Musiałam. –dodałam z większymi emocjami. Łzy, które powoli spływały na mój policzek zwiększyły tempo i swoją ilość.
  -Dela. –zapewne wyzwałabym go za to zdrobnienie, ale nie teraz. Przytulił mnie do siebie. Czułam, że mam przy sobie swojego, prawdziwego brata, z którym mogę porozmawiać.
  -Dziękuję, że jesteś sobą. –wydukałam w jego koszulkę. Nie musi być tej samej płci co ja byśmy mogli się dogadać. Wystarczy mi to, że jest.
  -Wiedz, że zawsze możesz się zwrócić do mnie o pomoc. –powiedział po dłuższej przerwie.
  -Przepraszam, że wyjechałam do Krakowa, by studiować. –odezwałam się w końcu. Nadal tkwiłam w jego objęciach. Brakowało mi tego jak nigdy dotąd. –Mam nadzieję, że nie jesteś zły. –odsunęłam się od niego, tak bym mogła zobaczyć jego twarz. Uśmiechnął się lekko. –Przez te trzy lata nie mieliśmy nawet czasu o tym porozmawiać na spokojnie. Przepraszam, że ciebie zostawiłam. Ciebie i resztę.
  -Nie mamy ci tego za złe. –ponowił swój gest. –Byliśmy szczęśliwi, kiedy się o tym dowiedzieliśmy. W końcu spojrzałaś na siebie. Wybrałaś tak, by było dla ciebie samej jak najlepiej. Nigdy tak nie myśl. –uśmiech nie schodził mu z twarzy. –Za każdym razem, kiedy będziesz się na coś decydować, wybierzesz to, by móc być szczęśliwą to wiedz, że będziemy podzielać twoją decyzję. Chcemy żebyś była szczęśliwa i nie pozwolimy ciebie przez nikogo zranić.
  -Przepraszam. –powiedziałam spokojnie w jego stronę widząc, że ktoś nie usilnie próbuje się do mnie dodzwonić. Posłał mi uśmiech po czym nacisnęłam zielony przycisk nie zwracając uwagi na to kto dzwoni. –Halo. –powiedziałam do słuchawki.
  -O Boże Dela! –usłyszałam jej głos po drugiej stronie. Tak dawno jej nie słyszałam.
  -Spokojnie żyję. –rzuciłam niechętnie. Była moją przyjaciółką, ale teraz naprawdę nie mam ochoty z nią rozmawiać. Z nikim, oprócz mojego towarzysza. Jozefa.
  -Proszę powiedz mi tylko gdzie jesteś i jak się czujesz. Dela, proszę. –dopiero teraz usłyszałam przejęcie tą sytuacją w jej głosie.
  -Nie martwcie się o mnie. Jestem tam gdzie powinnam być. –rzuciłam szybko, lecz ze spokojem.
  -Wszystko jest okej? –nie poddawała się. Cała ona.
  -Mówiłam, że nie macie się mną przejmować. Jestem cała i zdrowa
  -Dela. –mruknęła. Czuję się głupio. Olewam swoją własną przyjaciółkę. Chcę po prostu zerwać wszystko związane z tym miejscem na pewien czas. Wrócę, kiedy uznam, że jest to czas najwyższy na to.
  -Dajcie mi czas, proszę oto was wszystkich. –poprosiłam po czym się rozłączyłam.


"Pozwólcie mi być sobą. Chociaż na chwilę. Naprawdę tak było o niebo lepiej."
~Alutka

~~*~~
Cześć i czołem!
W końcu udało mi się dokończyć ten ostatni rozdział! Jestem dumna, że mi się udało. Jeśli to jest ostatni rozdział to kolejnym postem będzie epilog. Tak, zbliżamy się do końca. Przepraszam, że trochę namąciłam w historii naszych bohaterów. Już teraz mogę powiedzieć, że żal mi kończyć to opowiadanie, lecz i tak już nic nowego, by nie było. Po prostu nie mam już weny na to opowiadanie. Tak naprawdę to sama zdaję sobie sprawę dlaczego tka się stało. 

Co dalej?
Więc tak. Doskonale wiem co będę robić dalej, po zakończeniu tej historii. A mianowicie pewien czas temu rozpoczęłam nową historię. Moje nowe dzieło. Obiecuję, że nowa powieść będzie o wiele lepsza od poprzednich. Już po pierwszym rozdziale widzę, że mój styl się poprawił. Wystarczy tylko trochę chęci. Kiedy tylko zakończę to opowiadanie wezmę się za nowe i już niedługo będziecie mogły czytać efekty mojej pracy.
Pozdrawiam, Alutka :*